Partnerzy portalu

Plany miejscowe (MPZP) będą obowiązkowe?

• Obecnie mniej niż 1/3 terytorium kraju objęta jest miejscowymi planami zagospodarowania przestrzennego.
• Zdaniem Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa brak planów jest główną przyczyną niekontrolowanej zabudowy i kłopotów, jakie mają samorządy z deweloperami. 
• Zmian prawnych można się spodziewać jeszcze pod koniec tego roku.

O przyczynach obecnego chaosu w przestrzeni publicznej i pomysłach na przeciwdziałanie temu rozmawiamy z Tomaszem Żuchowskim, podsekretarzem stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. Tak jak obiecaliśmy po debacie „Projektowanie miasta – chaos przestrzenny kosztuje”, która odbyła się w ramach 4 Design Days w Katowicach zapytaliśmy przedstawiciela MiB o szanse na wpisanie do ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym wymogu zgodności warunków zabudowy i planów ze studium uwarunkowań zabudowy i zagospodarowania przestrzennego gminy 

Na posiedzeniu sejmowej Komisji Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej przedstawił pan zdecydowaną opinię na temat rozlewania się miast, chaosu przestrzennego i nadużywania decyzji o warunkach zabudowy. Czego jednak można się w praktyce spodziewać wskutek tej analizy?

– Musimy w końcu powiedzieć, gdzie i co budujemy, a także w jakim celu mamy to robić. Niezbędne jest więc, abyśmy – uwzględniając pewien okres przejściowy, by nie blokować inwestycji – wprowadzili powszechność planów, tak aby dzisiejszy mało transparentny system odszedł do lamusa. Obecnie samorządy z wielu względów tych planów nie tworzą, natomiast tzw. WZ-tka z fakultetu stała się narzędziem obligatoryjnym, w wielu aspektach użytecznym, w kontekście władztwa planistycznego konkretnego podmiotu, który tę decyzję wydaje.

Niektórzy samorządowcy bronią się, że to nie ich wina. Twierdzą, że oni nie chcą się posługiwać WZ-tkami, ale mają przeciwko sobie kolegia odwoławcze i wojewodów, które to organy często stają po stronie deweloperów.

Więcej na temat argumentacji strony samorządowej w sprawie Warunków Zabudowy i relacji z deweloperami czytaj tutaj. 

– Ten argument jest słuszny, ale on się pojawia w sytuacji, kiedy nie ma opracowanego planu. Gdyby gminy z pełnym zaangażowaniem przystąpiły do opracowania planów i je upowszechniły, to dziś nie miałyby tej sytuacji i braku skutecznego narzędzia wydającego odmowę wydania WZ-tki. Tymczasem dziś mamy niespełna 28,3 procent terenu Polski pokryte planami, a gminy nie są zainteresowane ich opracowaniem. Skoro zatem nie udaje się tego osiągnąć bez determinanty czasowej, to musimy wstawić taki determinant czasowy mówiący o upowszechnieniu tego typu działań, odmrożeniu terenów, które dziś są „zamrożone” pod inwestycje i jednoznacznym wskazaniu, gdzie chcemy, aby nasze gminy się rozwijały.

Być może nie byłoby obecnej sytuacji, gdyby nie namnożenie się przepisów i wielość interpretacji. Z drugiej strony samorządowcy przytaczają przykłady na to, że deweloperzy nie realizują swoich własnych zobowiązań np. związanych z budową infrastruktury towarzyszącej inwestycji mieszkaniowej. Później „przyjemność” doprowadzenia drogi do osiedla w polu spada na gminę.

– Faktem jest, że interpretacja różnych organów dotycząca np. tego, czy bliskie sąsiedztwo to jest kilometr, dwa, czy może dziesięć funkcjonuje dziś bardzo elastycznie i jest rozciągana w zależności od uwarunkowań. Trudno w tym momencie znaleźć lepsze rozwiązania niż wejście z konkretnymi regulacjami, które nałożą tożsame zasady na ten system w całym kraju. Myślimy też nad rozwiązaniami pośrednimi tak, aby porozumienia (samorządów z deweloperami – przyp. red. ) nie bazowały tylko na umowach słownych, tylko miały odzwierciedlenie w aktach planistycznych. Aby taka forma przyrzeczenia urbanistycznego zawierała te uwarunkowania, czyli aby infrastruktura, oświetlenie czy parkingi również były po stronie tego, kto ten teren będzie zabudowywał.

Uczestniczący w dyskusji nad zagospodarowaniem przestrzennym architekci przypominają, że gdy przed laty tworzono ustawę o zagospodarowaniu przestrzennym, zakładano w niej zgodność warunków zabudowy i planów ze studium. Ostatecznie tak się jednak nie stało, a zatem powstaje pytanie, czy dziś można obowiązek takiej zgodności wprowadzić do tejże ustawy?

– Nie mamy możliwości przełożenia tego „jeden do jednego” z uwagi na fakt, że studium uwarunkowań zabudowy i zagospodarowania przestrzennego gminy w wielu przypadkach stanowi splot wielu ogólnych sformułowań, nie mający jednak żadnego konkretnego odzwierciedlenia technicznego, który by można przenieść na akt prawa miejscowego. W związku z tym okazuje się, że masa tych dokumentów nie ma też analizy finansowej takich czy innych działań, które będzie można bezpośrednio związać w planie. Dlatego dziś nie możemy powiedzieć, że wychodzimy ze studium, bo dokonalibyśmy niewłaściwego rozwiązania.

W jakim horyzoncie czasowym te zmiany mogą się dokonać?

Jest jeszcze chwila na debatę. Projekt unormowania sytuacji, w formie aktu prawnego, będzie gotowy do końca roku.

KOMENTARZE2

  • samorządowiec od 1990 r 2016-06-17 11:06:25
    Do Basic: Może by tak odwrócić sytuację ,grunty 5 i 6 kl.bonitacyjnej ,położone przy drogach utwardzonych ,które mają możliwość podłączenia ,prądu ,wody ,kanalizacji ,gazu o powierzchni do 5 ha mogą obligatoryjnie być przeznaczone pod inwestycje nieuciążliwe .Wtedy gminy mogły by liczyć na zwrot pie...niędzy zainwestowanych w media -spróbujmy najpierw wykorzystać rezerwy terenów ,których w kraju jest sporo .  rozwiń
  • Basic 2016-06-16 22:18:18
    Ciekawe skąd samorządy wezmą na to pieniądze? Z 500+?

Logowanie

Dla subskrybentów naszych usług (Strefa Premium, newslettery) oraz uczestników konferencji ogranizowanych przez Grupę PTWP

Nie pamiętasz hasła?

Nie masz jeszcze konta? Kliknij i zarejestruj się teraz!